TERAZ CZYTASZ: Wiosenne przebudzenie z Mitsubishi Outlander
Adam 24.06.2016
Adam
Podziel się:Share on FacebookTweet about this on Twitter

Segment SUV to już od kilku lat niezmiennie, najbardziej dynamicznie rozwijający się segment w motoryzacji. Zapotrzebowanie na tego typu pojazdy jest tak wielkie, że nawet producenci, którym teoretycznie nie wypadało projektować auta z podwyższonym nadwoziem, ulegli presji klientów i całego rynku. A klient to przecież pieniądze, więc nie dziwi fakt wprowadzenia pierwszego SUVa przez Jaguara, czyli F-Pace czy Bentleya Bentayga. Całkiem niedawno pojawił się w salonach pierwszy SUV Seata – Ateca, a Skoda już zapowiada wprowadzenie na rynek swojego Kodiaq-a. Skoro jest zapotrzebowanie na takie pojazdy, to dlaczego nie wykorzystać z tego trendu. W końcu biznes to biznes i liczą się przede wszystkim zyski. Ale są tacy producenci, którzy nie oglądając się na konkurencję już od dawna oferują te pojazdy. Jednym z nich jest Mitsubishi. Pierwszy Outlander pojawił się już w 2001 roku a po latach, podążając za postępem, powstała jego najnowsza wersja którą, dzięki centrali Mitsubishi w Polsce, mieliśmy przyjemność testować.



Nowy Outlander po kuracji odmładzającej, wypiękniał i dojrzał nabierając dynamicznego charakteru oraz niepowtarzalnego stylu, a co za tym idzie – może podobać się zdecydowanie bardziej niż jego poprzednik. Bardziej zadziorne zderzaki z przodu i z tyłu, duża ilość chromowanych detali, komplet świateł w technologii LED mocno się do tego obrazu przyczyniły. Jednak profil boczny pozostał praktycznie bez zmian i jednym się po prostu podoba, a drugim nie.



Co by nie mówić o sylwetce Outlandera, skrywa ona bardzo pakowne wnętrze, zarówno dla pasażerów jak i przewożonych bagaży. Pojemność przestrzeni ładunkowej wynosi aż 590 litrów przy złożonym, opcjonalnym 3 rzędzie siedzeń, co przydaje się raczej na krótkich trasach, no chyba że podróżujemy z całą rodziną, wtedy auto jest w stanie pomieścić nawet 7 osób.



Skoro jesteśmy już przy wnętrzu – pozycja za kierownicą jest bardzo komfortowa dla kierowcy, wygodny fotel można łatwo ustawić, idealnie dostosowując siedzisko nawet wysokiemu kierowcy, a ergonomia wskaźników oraz jakość wykorzystanych materiałów jest na bardzo wysokim poziomie. Ale żeby nie było tak pięknie, są także minusy – zbyt twardy podłokietnik wykonany z mało przyjemnego w dotyku tworzywa i w dodatku nieregulowany oraz przycisk do sterowania komputerem pokładowym – jakby celowo został schowany za kierownicą i manetką kierunkowskazów. Pozostałymi funkcjami, jak choćby świetnie grającym systemem audio renomowanej marki Rockford Fosgate, czy wydajną, dwustrefową klimatyzacją sterowało się wygodnie i intuicyjnie. Pomagał w tym całkiem spory, centralny wyświetlacz o przekątnej nieco ponad 6 cali i nieco mniejszy, pomiędzy zegarami tuż przed oczami kierowcy. Auto posiadało także system sterowania głosem. Wszystko fajnie, tylko dlaczego mieszkając w Polsce i płacąc za niego polskimi złotymi wymagał od nas mówienia w języku angielskim? Dodatkowo – nie wystarczy znać słów kluczy, trzeba też odpowiednio je zaakcentować. Reasumując, w naszym przypadku system był nieprzydatny.



Podczas parkowania przydawała się bardzo dobrej rozdzielczości kamera cofania, choć dziwi tu nieco brak tradycyjnych czujników parkowania. Podczas wycofywania musieliśmy więc zdawać się wyłącznie na zmysł wzroku, a nie słuchu. Spore lusterka wsteczne ułatwiają jednak manewrowanie, a precyzyjny układ kierowniczy również nam w tym pomagał. Na uwagę zasługuje także dobrze działający automat do sterowania światłami, który dobierał je adekwatnie do zaistniałej sytuacji.



Podczas jazdy mogliśmy swobodnie rozmawiać bez konieczności podnoszenia głosu ponieważ akustycy, przy okazji liftingu, wykonali kawał dobrej roboty. Nawet przy większych prędkościach we wnętrzu auta jest cicho, jadąc po nierównościach nawet nie było słychać pracy zawieszenia. A temu wszystkiemu towarzyszył bardzo dobry komfort jazdy. Pomimo podwyższonego nadwozia, Outlander na szosie prowadzi się pewnie, choć na zakrętach zgodnie z prawami fizyki trochę musiał się wychylić. Nie jest to jednak nic niepokojącego i wpływającego na bezpieczeństwo jazdy. W terenie również wykazywał sporą dzielność i by poznać jego wszechstronne zalety warto od czasu do czasu zjechać na nieutwardzone szlaki. A co na nich najbardziej nas zaskoczyło? Pomimo dziur, wybojów i podskoków muzyka z płyty CD ani na sekundę się nie zacięła 🙂



A tak bardziej serio. Napęd na 4 koła, w który był wyposażony nasz egzemplarz, sprawował się wyśmienicie. Nie zaznaliśmy żadnych niekontrolowanych uślizgów czy utraty przyczepności. Automatyczna, 6-biegowa skrzynia miała 3 tryby pracy: AUTO, LOCK i ECO. Niestety pomimo braku szarpnięć i dość płynnej pracy znaleźliśmy jeden mankament. Mianowicie – zbyt długa reakcja na gwałtowne dodanie gazu, czyli tzw. „kickdown”. Dopiero po paru sekundach skrzynia dobierała właściwe przełożenie co przy wyprzedzaniu było dość kłopotliwe. Niemniej ogólne wrażenia są zadowalające i śmiało możemy ją polecić (w tym modelu dostępna jest także opcjonalna, bezstopniowa przekładnia CVT). W terenie oczywiście najczęściej włączaliśmy zblokowany tryb na obie osie LOCK, a na drogach konwencjonalnych zazwyczaj był to ograniczający opory napędu tryb ECO. W tym trybie producent daje nam możliwość zabawy promującej ekologiczną jazdę. Polega to na tym, że za eko jazdę zbieramy listki na wirtualnym drzewku, coma nas motywować to do oszczędzania paliwa, a co za tym idzie – dbania o środowisko naturalne. Co do ekologicznych aspektów, to poza zgromadzeniem pięciu listków udało się nam także uzbierać trochę świeżej trawy na oponach oraz całkiem pokaźną kolekcję owadów na przedniej szybie.

Tryb AUTO warto wykorzystać podczas trudniejszych warunków na drodze, jak deszcz czy śnieg, kiedy to skrzynia automatycznie wybierze dla nas optymalny rozdział trakcji. Jeśli zatem mieszkacie w mieście lub w głuchej dziczy i posiadacie letni domek nad jeziorem, to z pewnością zakup Outlandera będzie dla Was strzałem w dziesiątkę.


Nasz egzemplarz, o specyfikacji 2.2 DI-D Intense Plus 4WD AT, posiadał wysokoprężny motor o pojemności 2.2-litra i mocy 150 KM. Pomimo obaw czy da on radę sprawnie napędzić 1600 kg auto, z czystym sumieniem możemy przyznać że okazał się on w zupełności wystarczający. Oczywiście nikt nie spodziewał się tu sportowych osiągów, ale zarówno na autostradzie jak i w lekkim terenie radził sobie znakomicie. Do tego zadowalał się średnio 8l oleju napędowego na 100 km, co jest wynikiem zaskakująco dobrym jak na jego gabaryty i masę. Zdziwiła nas tylko niska kultura pracy tego silnika i jego głośność na zewnątrz.



Podsumowując

Japoński koncern stworzył, a właściwie dopieścił ciekawe stylistycznie, nietuzinkowe i bardzo praktyczne auto. Ponad 100 modyfikacji sprawiło, że względem poprzednika to zdecydowanie bardziej dojrzałe auto. Ma swój niepowtarzalny styl, jest pakowne, komfortowe, zmieści na pokładzie nawet 7 osób, a do tego bezpiecznie i komfortowo dowiezie nas do miejsca, gdzie z całą rodziną będziemy mogli odpocząć od miejskiego zgiełku.

Na zakończenie tradycyjnie podajemy wyniki testu ŁOSOSIA.

Test ŁOSOSIA, czyli test Łatwości Obsługi Systemów Oraz Stopnia Intuicyjności Auta.

W próbie tej, osoba nie znająca wcześniej pojazdu, musiała wykonać następujące czynności:

Zaprogramować stację radiową (w naszym przypadku – Radio Gdańsk) – czas 24 s.

Na wyświetlaczu ustawić zegarek na godzinę 15:15 – czas 61s

Włączyć pakiet ustawień na trudne warunki pogodowe (włączenie świateł przeciwmgielnych przednich i tylnych, włączenie klimatyzacji na max na przednią szybę, podgrzewanie tylnej szyby i ustawienie przedniej wycieraczki na najszybszy tryb) – 21s

Odnaleźć otwarcie wlewu paliwa – czas 55 s

Łączny zsumowany czas w sekundach to liczba punktów, które są brane pod uwagę do naszego rankingu. Im niższa wartość tym lepiej. Wynik 161 pkt to 3 miejsce w naszym zestawieniu.

1) Jeep Wrangler 103 pkt,

2) BMW 318i (F30) – 155 pkt,

3) Mitsubishi Outlander 161pkt.

4) Toyota Avensis – 277 pkt.

Dziękujemy Mitsubishi Motors Company za udostępnienie pojazdu.

Fot. Adam Kowal





Adam
Jestem miłośnikiem szybkich i sportowych aut, szczególnie produkcji niemieckiej i japońskiej, a także wielkim fanem sportów motorowych, nowinek technologicznych oraz propagatorem bezpiecznej jazdy. Jako pasjonat car-detailingu zamiast majsterkować przy autach, wolę nadawać im niepowtarzalny blask, a jako meloman-amator uwielbiam rozkoszować się krystalicznym dźwiękiem dobrego car-audio. Bo samochody to dla mnie nie tylko maszyny na kołach – to po prostu sposób na życie.