TERAZ CZYTASZ: Historia kołem się toczy…
Gosia 27.05.2017
Gosia
Podziel się:Share on FacebookTweet about this on Twitter

Obecne tempo życia, choć wydaje się być wyśrubowane do granic możliwości, to i tak wciąż rośnie. Ciągły pęd do nowości, modyfikacji, ulepszania, w podążaniu czy kreowania trendów, to w sumie nic złego. Tak napędza się rynek i gospodarka. Istnieje prawidłowość, że to, co było na top liście newsów wczoraj, dziś często jest już przeterminowane lub mija bez echa. Lub jeśli wczoraj się coś wydarzyło, a nie zostało dostrzeżone, dziś już straciło na aktualności. A jednak warto czasem przystanąć, zwolnić, a nawet się cofnąć. I docenić kunszt minionej epoki.



Ktoś może powiedzieć „nuda”, ktoś inny, że „odgrzewamy kotlety” bo kurz po targach w Poznaniu już dawno opadł, a my znów wałkujemy ten temat. Owszem. I to z pełną świadomością i odpowiedzialnością. W materiałach na FB i na blogu wspominaliśmy o okrągłych rocznicach, o premierach, o nowościach, o motocyklach i o autach koncepcyjnych. Ale nie omówiliśmy szerzej tej części wystawy, która obecna jest niemalże na każdych targach i wystawach motoryzacyjnych. Nie wspomnieliśmy o historii. A kawałek jej był pokazany. W zeszłym roku była specjalnie wydzielona przestrzeń i wystawa poświęcona 75-leciu Fiata w Polsce. W tym roku, mimo wielu pięknych klasyków, na szczególną uwagę zasługują moje ukochane Mercedesy????



Pamiętam jak z Mateuszem weszliśmy do jednej z hal, gdzie swoje stanowisko miała właśnie firma ze Stuttgartu. Było dość wcześnie i można było bez pośpiechu i w spokoju obejrzeć wszystkie eksponaty. Jak wolny elektron błądziłam od auta do auta, od początku do końca liczącej prawie 2000 m2  powierzchni wystawowej Mercedesa i byłam szczęśliwa. Z głupawym uśmiechem na ustach i lekko błędnym wzrokiem, jak dziecko w PEWEX-ie w PRL, krążyłam między autami i podziwiałam. Mateusz, który dzielnie szalał z aparatem kilka razy dawał znać, że „ma już wszystko” i możemy iść dalej (w końcu jeszcze tyle przed nami). Mnie jakoś się nie spieszyło i ociągałam się ile mogłam. Aż panowie z ramienia wystawcy zaczęli mi się dziwnie przyglądać. W końcu uśmiechnęłam się do nich rozbrajająco i powiedziałam „że ja mogłabym tu zamieszkać” – pokiwali głowami z pełnym zrozumieniem. A Mateusz poszedł dalej ????



Na stoisku Mercedesa zaprezentowano pełen przekrój samochodów – od premierowego modelu koncepcyjnego, poprzez nowości AMG GT Roadster, najmocniejsza wersja AMG GT R oraz Klasa E 63 S 4MATIC+, przez nie znającą przeszkód w terenie Klasę G, budzące szacunek na szosie krążowniki oraz majestatyczne pojazdy z połowy XX wieku.



Nie można było obojętnie przejść obok części poświęconej AMG, którego historia sięga 1967 roku (dla przypomnienia: Hans Werner Aufrecht i Erhard Melcher założyli wspólnie przedsiębiorstwo w Burgstall niedaleko Stuttgartu. Grossaspach jest natomiast miejscem urodzin H.W. Aufrechta. To właśnie pierwsze litery nazwisk oraz nazwa miejscowości tworzą – AMG). Dodatkowo pośród najnowszych modeli dumnie prezentował się, przywieziony prosto z Affalterbach, zabytkowy Mercedes 300 SEL AMG zwany też „Czerwoną Świnią”. Jest to jeden z pierwszych i do dziś najbardziej rozpoznawalnych klasyków AMG z czasów powstania marki. Debiutował w 1971 roku podczas wyścigu 24h w Spa i ścigając się z typowymi wyścigówkami, zajął 2 miejsce w klasyfikacji generalnej. Potężna moc i słuszna masa nadal prezentuje się znakomicie.


Odchodząc w końcu ze strefy Mercedesa i przemierzając następne hale natkęliśmy się również na relikty przeszłości polskiej motoryzacji – Fiata 125p i 126p.


Nie zabrakło też  powiewu zza oceanu – amerykańskie krążowniki szos m.in. Dodge, Oldsmobile, Chevrolety, Buick Elektra i czerwona Corvette. Ładne, choć kilku przydałyby się jeszcze odrobina czułości i byłyby prawdziwymi perełkami J



Na samym niemalże końcu trafiłam do nieco opustoszałej hali. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo znajdowały się w nim rajdowe BMW. Wyobraźcie sobie sytuację… Idzie kobieta. Sama. A cytując klasyka – „przecież dziewczyny chodzą stadami”. Nie dość, że sama, to patrzy z zainteresowaniem i aprobatą na stare BMW. I to 1.6! Pfff…???? Zaczynam obchodzić dokoła, fotografować, zaglądam do wnętrza – klatka bezpieczeństwa robi wrażenie. Obok auta stoi jego właściciel. I sama nie wiem jak to się zaczęło, nagle zaczynamy rozmawiać, opowiada o modyfikacjach poczynionych w aucie, wyścigach, startach.. Lubię takie spotkania. Choćby właśnie z tego powodu, że można porozmawiać z ciekawymi ludźmi o ich pasji, o pracy jaką muszą włożyć w utrzymane i przygotowane pojazdów do wyścigów. Spontaniczne rozmowy i wymiana doświadczeń, wrażeń, trochę wspomnień – uwielbiam J



Lecz jak wszystko co dobre, szybko się kończy, więc i nam przyszedł czas opuścić teren MTP. Dla mnie targi to nie tylko prezentacja nowości i pędu ku nowoczesności. To nie tylko miejsce, jak się niektórym wydaje, do tego by się pokazać, polansować, to nie okazja by czuć się jak na wybiegu gdzie trzeba lśnić złotem, szeleścić ortalionem i trzepotać rzęsami w poszukiwaniu kandydata nr na 3 męża. To miejsce gdzie pod jednym dachem zderza się nowe ze starym, gdzie stare nie znaczy gorsze, a jest często podwaliną i pierwowzorem dla tego nowszego. Gdzie klasyka nie ustępuje nowoczesności,  raczej jest tą kwaśną nutką, która nadaje charakteru nowym smakom i staje się kolejnym ogniwem w historii motoryzacji. Cudowny kompromis dla wielbicieli starej motoryzacji i fanów koncepcji przyszłości.








Gosia
Jestem ciągle w ruchu bo nie cierpię nudy - biegam, pływam, jeżdżę na rowerze gdzie się tylko da. Nie uznaję słów „nie da się, nie można, nie umiem”. Lubię adrenalinę, auta z duszą i wiatr we włosach. Kocham stare Mercedesy, koty i kolor czerwony. Marzy mi się, by w końcu zrobić prawo jazdy kat. A i zacząć jeździć na motocyklu nie tylko jako „plecak” :)