TERAZ CZYTASZ: Finlandia – mój motoryzacyjny raj.
Gosia 07.06.2016
Gosia
Podziel się:Share on FacebookTweet about this on Twitter

Maj był w tym roku wyjątkowy, bo obdarzył nas nie jednym, ale dwoma długimi weekendami. Głodna wrażeń i inspiracji postanowiłam wybrać się w nieznane. Przypadek i szczęście jednocześnie sprawiły, że w tym miesiącu dwukrotnie trafiłam do Finlandii. Niemalże każdy, kto słyszy „Finlandia” – myśli – zimno, ciemno i nudno. Może miałam szczęście, a może po prostu dobrą pogodę przywiozłam ze sobą. Nie mniej jednak, cudowne słońce i piękna pogoda towarzyszyły mi podczas obu podróży, a bardzo długie dni (niemalże już białe noce) sprzyjały wielogodzinnemu zwiedzaniu, poznawaniu, smakowaniu i fotografowaniu tego urokliwego i bardzo zielonego kraju. Piękne plenery, wspaniała przyroda i wiadomo – inna kultura, inna mentalność, co u nas nieczęsto spotykane – duża otwartość, serdeczność i przychylność mieszkańców oraz ich uśmiechnięte twarze. Ale to nie wszystko. Z czystym sumieniem i absolutnie świadomie mogę stwierdzić, że Finlandczycy mają jeden wielki, wspólny fetysz – samochody. STARE samochody! Przechadzając się po uliczkach Turku, Raumy czy Pori sama nie wiedziałam na co zwrócić uwagę – na ciekawą, tradycyjną zabudowę i piękne zabytkowe budynki czy na mijające mnie okazy samochodów, które często można spotkać wyłącznie na zlotach czy wśród miłośników klasycznej motoryzacji. W pewnym momencie jedyne słowa jakie padały z moich ust to: „popatrz!”, „o ja….”,  „widziałeś?!”, „o kurcze, co to jest? nawet nie wiem co to było za auto?!!” – ja, Ukołowana. Miałam wrażenie, że moja głowa niczym u sowy, obraca się o 180 stopni i to w błyskawicznym tempie. A sprężynka, na której jest zamontowana, nagle odpadnie od korpusu. A tak całkiem serio, to na ulicach Turku pierwszy raz w życiu widziałam tyle wspaniałych klasyków. Poczynając od absolutnie pięknych amerykańskich krążowników szos, na modelach w stylu Rost Style kończąc.



Czasem udało mi się „ustrzelić” jakiegoś hot road’a czy dodge’a.



Sporo egzemplarzy było mi dane spotkać, gdy oczekiwały na swoich właścicieli na parkingach. I tak na parking nad kanałem zajechał majestatyczny, czekoladowy Cadillac Eldorado dowożąc całą rodzinę na najlepsze frytki w mieście.



Chwilę później na tym samym placu pojawił się błękitny Chevrolet Bel Air z małym Elvisem na tylnej półce.



Przechodząc dalej, koło jednego z większych hoteli w mieście, przed wejściem  czekało już (widocznie na parę młodą) skromnie przystrojone Volvo 404.



A tuż za rogiem kolejne Volvo – szwedzka solidność widać ma wzięcie u Finlandczyków.



Gdy odeszliśmy nieco od centrum, na jednym z miejsc postojowych skromnie stała sobie Toyota Carina w wersji Deluxe. Ładnie utrzymany egzemplarz z pięknymi felgami.



W pobliżu części industrialnej, na jednym z podwórek, nieco zaniedbany, ale noszący jeszcze ślad majestatu, ukryty w wysokiej trawie – Oldsmobile. Porządne mycie i odrobina czułości powinna wystarczyć by doprowadzić go do wyglądu z czasów świetności.



W cieniu, przed żarem z nieba, schronił się śnieżnobiały Cadillac DeVille. Biały skórzany dach oraz skórzane wnętrze w miodowym odcieniu i chromy – na tubylcach nie robił wrażenia, ja patrzyłam oczarowana.



Innego dnia, szukając drogi nad morze, nieco zbłądziliśmy. Ale nie ma tego złego… Przejeżdżając przez malutką mieścinę, koło prostego domku, w słońcu dumnie prężył się kolejny przedstawiciel amerykańskiej motoryzacji – Oldsmobile.



Życie czasem płata figle. Gdy pewnego popołudnia szłam do pubu, po drodze z parkingu uśmiechał się do mnie Citroen 2CV i życzył „na zdrowie”.



A pod pubem na straży – niczym głowa rodziny, stał poważny i cierpliwy Chevrolet Caprice Estate. Szkoda, że nie chciał być moją taksówką do domu.



Kolejnego dnia przechadzając się po uliczkach malowniczej, starej, zabytkowej Raumy moje serce zabiło szybciej na widok Mercedesa 420 SE. Niby taki zwykły, ale W126 to dla mnie prawdziwa ikona stylu.


Kilka domów dalej stał „uśmiechnięty żuczek” czyli VW Garbus.


W kolejnych bramach i na podwórkach czy ulicach stały następne (mniej lub bardziej ciekawe) okazy.




Reasumując, miejsca które odwiedziłam to motoryzacyjny raj i to nie tylko dla fanów starej motoryzacji, bo nowe okazy też nie były rzadkością. Osobliwych motocykli też nie brakowało. To również raj dla rowerzystów – każdy chodnik jest podzielony na część dla pieszych i dla rowerzystów. Rowery są parkowane na specjalnie wytyczonych parkingach (pod każdym nawet najmniejszym sklepem) lub po prostu obok wejścia do pubu, restauracji, pod drzewem czy na placu zabaw. Są ich setki. Takiego zagęszczenia rowerowego jeszcze nie widziałam.


Generalnie, te dwa krótkie, bo zaledwie kilkudniowe wypady, pozwoliły mi choć trochę poznać inny świat. Kraj ludzi przyjaznych i otwartych, pomocnych i chętnie opowiadających o swoich samochodach. Krainę pięknych plenerów, cudownej i bogatej fauny i flory. Absolutnie różnorodnej, gdzie obok siebie są jeziora, lasy i morze. A do tego piękne samochody. Czego chcieć więcej? – czasu i środków na częstsze podróże. Na dzień dzisiejszy jestem zauroczona. I TAK! – zakochałam się w Finlandii 🙂


Gosia
Jestem ciągle w ruchu bo nie cierpię nudy - biegam, pływam, jeżdżę na rowerze gdzie się tylko da. Nie uznaję słów „nie da się, nie można, nie umiem”. Lubię adrenalinę, auta z duszą i wiatr we włosach. Kocham stare Mercedesy, koty i kolor czerwony. Marzy mi się, by w końcu zrobić prawo jazdy kat. A i zacząć jeździć na motocyklu nie tylko jako „plecak” :)